Jak niepaszczacki jest ten świat... , czyli o tym, co mnie gryzie bądź raduje w danym momencie, a także o różnych okolicznościach, mym huśtawkom nastroju towarzyszących.
środa, 18 listopada 2009
Wilk z Północy [440]

 

Spotkanie z Mariuszem Wilkiem, na którym byłam rankiem, wielce mnie usatysfakcjonowało. Przyjemnie się przekonać, iż człowiek, którego się podziwia, którego książki czyta się z ogromną przyjemnością, człowiek piszący językiem, który zachwyca, i wyrażający poglądy jasne, zdecydowane, ale i interesujące - że ten człowiek w rzeczywistości pozostaje spójny z wykreowanym w dziennikach i esejach obrazem samego siebie.

Zresztą, to zawsze niezwykłe doświadczenie, zobaczyć na żywo pisarza, przekonać się, kto kryje się za nazwiskiem, które zna się i ceni.

No i mój egzemplarz Tropami rena ozdobiła miła dedykacja z autografem, ha.

wtorek, 17 listopada 2009
Zestresowana? [439]

 

Obudziłam się dziś jakaś taka zestresowana.

Nie wiem, dlaczego, w sumie. Chyba wszystkim po trochu... Korepetycjami dzisiejszymi, bo nie lubię takich sytuacji - najpierw rodzice dziewczyny mnie pouczali, jak mam ją uczyć, a potem przyjechałam na lekcję i jej nie było, i nic nie wiem: dlaczego, co mam o tym myśleć, co będzie dzisiaj? Tańcem brzucha, tym, że wstać muszę [dlatego wstałam dopiero 9:55 : P], tym, że mam film do przetłumaczenia... Nie wiem... jesienią, tym, że nie chce mi się wstawać, że budzę się rano i mam chęć zniknąć, i w ogóle nic mi się nie chce...

Czuję się, jakbym była nieustannie w napięciu, jakbym stale wyczekiwała, aż coś się stanie... Sama nie wiem.

 

poniedziałek, 19 października 2009
Niecodzienna codzienność [437]

 

Obudziłam się w sam raz, by podziwiać zupę mleczną mgły za oknem. Przez kilka godzin kłębiła się i przelewała, wprawiając mnie w szczere zdumienie, jaka niesamowita ta przyroda. A raptem 240 minut później szłam do biblioteki w słońcu, które przyjemnie ogrzewało moje policzki. Oraz pachnące późną jesienią, ostre powietrze, kłujące w odsłoniętą głowę.

Zaś na poczcie - nalot emerytów. Wszyscy się rzucili robić opłaty, ech.

Później zrealizowałam się kulinarnie. Chili con carne dołączam do krótkiej listy potraw, które smacznie potrafię przyrządzić. Tuż pod leczo. Ha. Jest jeszcze dla mnie nadzieja!

postscriptum: Eleanor dziękuję za zmianę koloru na grafice tytułowej ;)


21:15, raya_czarodziejka , chleb mój powszedni
Link Komentarze (3) »
piątek, 21 sierpnia 2009
Tancerka bollywood [428]



Tydzień w bollywood dobiegł końca. To był jednocześnie najbardziej fantastyczny, porywający, energetyzujący i uszczęśliwiający oraz wykańczający, wymęczający, dobijający z kursów, w jakich kiedykolwiek uczestniczyłam. Moje samopoczucie przeszło drogę od euforii, zachwytu i okrzyków typu: "super! cudownie! fantastycznie! wspaniale! rewelacyjnie! zapisuję się na to na cały rok" po pierwszych zajęciach, drugiej fali entuzjazmu i fascynacji po drugich, poprzez załamanie - "jestem ślamazarną, pozbawioną gracji fajtłapą" - bezgraniczne zmęczenie, koszmarne zakwasy i niezadowolenie z siebie po trzeciej lekcji do swoistego radosnego spokoju po dzisiejszej, piątej i ostatniej w trakcie warsztatów wakacyjnych.

Szalenie przypadło mi do gustu to, że zajęcia nie były monotonne - rozgrzewkę, dwie choreografie do utworów z bollywoodzkich filmów oraz rozciąganie instruktorka przeplotła ciekawymi ćwiczeniami, które miały nas zintegrować jako grupę. Podobało mi się to, nie spotkałam się wcześniej z takim podejściem, a to był czwarty kurs tańca, na jaki w życiu chodziłam. Dobrze mi teraz. I ciągle słucham jakichś bollywoodzkich kawałków. Pozytywna energia : )

W przyszłym tygodniu zaś - taniec brzucha!

czwartek, 23 lipca 2009
Puk-puk do drzwi redakcji [425]


Łaaaaa!

Wysłałam mailem do redakcji "Literatury na świecie" swoje tłumaczenie utworów Tatiany Tołstoj. Zbierałam się z napisaniem tej wiadomości od obrony, kiedy to promotorka zasugerowała, że powinnam tak zrobić. Prawdę mówiąc, wcześniej, jako że wielce zachwalała mój przekład i była nim zachwycona, sama sobie po cichu marzyłam: a nuż opublikowaliby w "LnŚ"... Ale wcale nie jest łatwo sprzedać siebie. Przecież nawet nie mam gwarancji, że ktokolwiek z redakcji przeczyta załącznik do maila...

Zaczynam się stresować, czy mi w ogóle odpiszą. Czy ktoś to w ogóle przeczyta, skoro nawet moi znajomi nie są ciekawi, jak wyszedł mój przekład i nikt nie kwapił się do przeczytania czegoś, nad czym pracowałam kilka miesięcy?...

11:06, raya_czarodziejka , chleb mój powszedni
Link Komentarze (2) »
wtorek, 21 lipca 2009
Błogo we dwoje [424]


Cóż więcej mogę dodać.
Mrrrr ^^

środa, 15 lipca 2009
Głód sukienek [423]


Przymierzyłam dziś 12 sukienek.
Albo to ja jestem niewymiarowa, albo chińskie dzieci szyć nie potrafią. Ze złości, że przecenione sukienki są na mnie za duże, kupiłam spódnicę z nowej kolekcji. A potem dobrałam do niej bluzkę. To mi popraiło nastrój.
Który podupadł późnym popołudniem, gdy wybrałam się na drugie zakupy.
Większość sukienek, które mierzyłam, okazała się za duża. Podobały mi się cztery, ale jedna była za wąska w biodrach i za szeroka w pasie, druga za szeroka w biuście, trzecią uszyto ze zbyt grubego materiału i nie nadawałaby się na panujące właśnie upały, a wreszcie kupiłam czwartą. Ale i tak czuję się teraz brzydka. Biust za mały, biodra za szerokie, ech...

21:25, raya_czarodziejka , chleb mój powszedni
Link Komentarze (1) »
wtorek, 14 lipca 2009
Tancerka brzucha [422]


Ależ jestem zmęczona...
Ależ mi dobrze ^^

Zapisałam się na wakacyjne warsztaty tańca brzucha. Przez pięć poranków z rzędu rozpoczynam dzień od wymachiwania biodrami. Bardzo zmysłowy i bardzo przyjemny taniec. Lubię tak się zmęczyć, by potem całe ciało czuło się rozciągnięte, odprężone... Brakowało mi ruchu. A taniec brzucha spodobał mi się na tyle, by zapałać entuzjazmem i chcieć się zapisać na cały semestr od września.

Słońce napełnia mnie optymizmem.
Jest dobrze, mhm ^^

12:56, raya_czarodziejka , chleb mój powszedni
Link Komentarze (1) »
środa, 01 lipca 2009
Magister smoczyca [420]


WOLNOŚĆ!
Nareszcie.

13:36, raya_czarodziejka , chleb mój powszedni
Link Komentarze (1) »
wtorek, 16 czerwca 2009
W tak zwanym niedoczasie [416]


Doba jest za krótka.
A ja byłam potwornym leniem.

Teraz wszystko na ostatnią chwilę, kiedy w dodatku bujam głową w obłokach i moje myśli spacerują wokół zupełnie czego (kogo...) innego niż praca magisterska. W ogóle mam takie poczucie zagubienia w czasie, chwilami naprawdę nie wiem, jaki jest dzień i co się wokół dzieje, jestem jeszcze mocniej odrealniona niż zwykle, chociaż to mój normalny stan, takie półoderwanie od rzeczywistości.
Zwłaszcza ostatnie dwie doby to była jakaś masakra - niedziela spędzona w fortecy z podręczników, kserówek, notatek etc., w poniedziałek dziewięć godzin przed monitorem - nanoszenie poprawek, uzupełnianie..., a dziś rano pobudka o 6:30 i tworzenie bibliografii... Non-stop wysiłek umysłowy, kompletnie mnie to wyprało z sił... do myślenia.
W dodatku odnoszę wrażenie, że za każdym razem, gdy otwieram plik, przypisy układają się inaczej, wciąż je poprawiam... Frustrujące.

Tak długo nie byłam na jeździe konnej (miesiąc, cholera ><), że zapach stajni wywietrzał nawet z mojego plecaka i stroju do jazdy. Nigdy bym nie przypuszczała, że to może nastąpić. Są teraz takie bezcharakterne... Wstyd mi. Za tę karygodną przerwę. Ech.

Mój umysł po nocach nieprzespanych jest tak zlasowany, że nawet nie mam siły sensownie sklecić tej notki, a jeszcze streszczenie do napisania...

16:18, raya_czarodziejka , chleb mój powszedni
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16
Na bloga liczniki